Blog > Komentarze do wpisu
Pierwsze kroki.

Pierwsze problemy pojawiły się na samym początku: nikt nie wiedział (u nas na Uniwersytecie), czy i w jaki sposób można wyjechać do Lwowa. Ustaliliśmy więc z Ojcem Dyrektorem*, że pojadę na własną rękę. Czyli: sama za wszystko płacę, sama wszystko załatwiam, a na UW biorę w tym czasie urlop. Dobrze. Może nawet lepiej. Po podjęciu decyzji o wyjeździe usłyszałam tylko, że skoro chcę się uczyć przez pół roku pieśni żniwiarskich i obrzędów weselnych, to w sumie nic nie stoi na przeszkodzie.

W styczniu pojechałam na mały rekonesans. Ze sobą miałam Dębową dla ichniego Ojca Dyrektora oraz list polecający, który (oczywiście) musiałam sama napisać.

Na miejscu było bardzo miło, prof. S.** zmartwił się tylko, czy będę miała gdzie mieszkać. Razem z dziekanem („Och, ależ on śmierdział!”, „Ale czym, pani Kaju? Brudem czy potem”) zastanawiali się, gdzie mnie umieścić. Rozważali pokoje gościnne w akademiku, ale jak się dowiedzieli, że chcę przyjechać z komputerem („Ale welykyj – tu dziekan pokazał rękami - czy laptop?), to zrezygnowali z pomysłu. Chociaż zaproponowali, że skoro prof. S. mieszka niedaleko, to wychodząc będę zostawiała laptopa u niego. Hmm, może jeszcze skorzystam z tego dobrodziejstwa...

Okazało się też, że jednak da się wyjechać do Lwowa oficjalnie. Trzeba tylko napisać dużo różnych rzeczy w języku polskim i ukraińskim. Nasza pani dziekan (Wydział Historyczny) była bardzo miła i nie robiła żadnych problemów. Zainteresowała się nawet projektem mojej pracy magisterskiej i powiedziała mi, że matuszki to mają bardzo ciekawe zwyczaje. No proszę...

Teraz czekam już w zasadzie na zgodę rektora, która jest ponoć formalnością.

*Ojciec Dyrektor to Dyrektor Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej, prof. M., Ojcem Dyrektorem zwany głównie przeze mnie. Taka prywatna fanaberia.

**Profesor S. nie jest profesorem, ale tak się do niego mówi. W ogóle "nazewnictwo” jest tu skomplikowane. Już się nauczyłam nazwisk głównych tego świata, ale oni oczywiście posługują się imieniem i pobat’kowi, czyli otczestwem. Prof. S. to Roman Bronyslawowicz. To już umiem :)

środa, 31 stycznia 2007, we-lwowie

Polecane wpisy

  • Zaległa odpowiedź

    Normal 0 21 MicrosoftInternetExplorer4 <!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Georgia; panose-1:2 4 5 2 5 4 5 2 3 3; mso-

  • Drodzy czytelnicy,

    Bardzo mi milo, ze pamiętacie o moim blogu, choć tak dawno nie pojawiały się na nim nowe wpisy. Od początku nie ukrywałam, że blog jest relacją z semestralnego

  • Lwów i Kijów.

    Trwa rewolucja. Przychodzi faks z Moskwy: "Możemy uznać waszą rewolucję, ale musicie dać nam Kijów i Lwów. W sztabie Juszczenki chwilowa konsternacja. Jedn