Blog > Komentarze do wpisu
Pierwszy dzień – niedziela.

Poszukiwanie mieszkania było naszym pierwszym wielkim wyzwaniem we Lwowie. Zaczęliśmy od gazety. Niestety: albo ogłoszenia były nieaktualne, albo zgłaszała się agencja, albo cena przerastała nasze wyobrażenia. Od początku rozbawiły mnie dwie rzeczy: wyrażenie „euroremont” i określenie, że mieszkanie jest czyste. Myślałam, że kiedy wynajmuje się mieszkanie jego czystość jest normą. Bardzo się myliłam.

W gazecie nie znaleźliśmy niestety nic, co mogłoby nas usatysfakcjonować. Poszliśmy więc pod bazar przy Operze. Tu często stoją ludzie chcący wynająć pokój bądź mieszkanie. Dość szybko znaleźliśmy kobietę, która bardzo tanio chciała wynająć pokój z kuchnią. O święta naiwności! Wlekliśmy się za nią dość daleko aż dotarliśmy do strasznie zapuszczonej klatki. Budynek prawdopodobnie pochodzi jeszcze z czasów Polski i wtedy był czyszczony i remontowany. Weszliśmy na czwarte piętro i stanęliśmy przed korytarzem wyłożonym niemalże marmurem. Uradowana niemalże do nieprzytomności prawie podskakiwałam w miejscu spodziewając się przytulnego mieszkanka. Kobieta otworzyła drzwi i naszym oczom ukazał się... koszmar. Pokój brudny strasznie, zapadnięte łóżko, wszystko aż tłuste od brudu. Twardo jednak rozglądałam się dalej. Obok drzwi do drugiego pokoju: na podłodze barłóg pełen brudnych szmat, wszędzie walające się papiery i stare (strasznie śmierdzące!) ubrania. W rogu rozklekotana lodówka. Na moje pytanie Pani odpowiedziała, że przecież nie będę tam mieszkać, można zastawić szafą. Prawdę mówiąc nie byłam pewna, czy w kącie nie leży zmarła niedawno swekrucha (teściowa) włascicielki.

Zaintrygowała mnie jeszcze jedna rzecz: brak łazienki i kuchni. Okazało się, że do kuchnio-łazienki wchodzi się z marmurowego korytarzyka, wspólnego z sąsiadami. W środku stała nieludzko brudna kuchenka, wszędzie walały się brudne garnki i talerze. Zlewu nie było. Dopiero po chwili zauważyłam, że jest tylko jeden kurek nad wanną. Gospodyni odpowiedziała, że jak jej zapłacę za trzy miesiące z góry, to zrobi kolonkę (piecyk gazowy). Z tego wszystkiego jednak zdziwił mnie nie stan mieszkania, ale moja własna reakcja: dość długo zastanawiałam się, czy tam nie zamieszkać... Na szczęście rozum wrócił na swoje miejsce i szybko stamtąd uciekłam.

Następnego dnia kupiliśmy gazetę z ogłoszeniami. Tam oczywiście głównie agencje, których usługi kosztują koło 100-150$ (tu w ogóle wszystko przelicza się na dolary, bardzo rzadko na euro). Dziwnym trafem nie miałam „zbędnych” dolarów, więc dzwoniliśmy pod pozostałe numery. Dobre w tym wszystkim jest to, że chociaż telefony są w obrębie Lwowa bezpłatne, przez co nie narażałam Eli i Rusłana na dodatkowe wydatki. Rusłan dzwonił i dzwonił, a ja siedziałam nad nim za każdym razem licząc na to, że coś się znajdzie. Niestety. Zmuszeni byliśmy skorzystać z usług jednej z agencji, wyjątkowo taniej. Szybko okazało się jednak, że agencja ta jest tania, ponieważ podaje tylko numery telefonów i adresy (niedokładne) mieszkań, które prawdopodobnie wypisała z tej samej gazety. Oczywiście pod czterema z pięciu numerów nikogo nie było. Jedna kobieta wypytała tylko, czy podpisaliśmy dohowir (umowę z agencją) i powiedziała, że oferta jest już nieaktualna. I tyle. Zastanawialiśmy się tylko, czy jest sens dochodzić swoich praw i żądać zwrotu pieniędzy. Chyba nie było.

Mieszkanie w końcu znalazłam w najprostszy z możliwych sposobów: panowie z ochrony Uniwersytetu udostępnili mi zeszyt z ogłoszeniami ludzi, którzy chcą wynająć pokój bądź mieszkanie studentom. Większość ogłoszeń skierowana była do studentów płci brzydkiej – nie rozumiem dlaczego.

Na początku wydawało mi się, że mieszkanie jest za daleko od centrum, że jest brzydkie i brudne. Jednak po kolejnej nocy spędzonej w maleńkim pokoiku Eli i Rusłana, gdzie bałam się poruszyć na skrzypiącym łóżku, by nie obudzić dziecka, uznałam, że stosunkowo niedrogie mieszkanie niedaleko Łyczakowskiej jest szczytem moich marzeń i że należy się tam przeprowadzić natychmiast.

A jak mieszkam możecie się sami przekonać.

Teraz jest już trochę czyściej, musiałam też kupić mnóstwo rzeczy takich, jak garnki, miski, poduszka, sztućce itp.


Przedpokój. To kudłate to pies. Został przesiedlony do szafy. Bardzo głęboko...


Pokój. Pierwszy i ostatni – jedyny. Oczywiście już na samym początku rzucają się w oczy narodne motywy.

Kuchnia. Cerata oczywiście moja. Garnek, kubek (dziękuję Magduś!), herbata i wszystko, co nie jest meblem, również. Kuchenka na gaz, za który nie trzeba płacić, uroczo, prawda?


To również kuchnia. NAPRAWDĘ już tak nie wygląda.


Łazienka – mój typ. Jeszcze przed naszą interwencją. Ogromne ilości chloru zrobiły swoje, chociaż podłoga nadal nie wygląda tak, jak bym chciała.


Deski były przegniłe, a w miednicy, która stała na balkonie, leżała wielka kupa namokłego pierza. Gospodyni po prostu wywaliła to przed klatkę (Miasto! Centrum! Mieszkanie w bloku!)


To wszystko Michał wyciągnął spod wanny. Przypominam: miasto, centrum, mieszkanie w bloku – po co szpadel i widły do gnoju...?

Fajnie jest:)

Zapraszam w gosci!


niedziela, 18 lutego 2007, we-lwowie

Polecane wpisy

  • Zaległa odpowiedź

    Normal 0 21 MicrosoftInternetExplorer4 <!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Georgia; panose-1:2 4 5 2 5 4 5 2 3 3; mso-

  • Drodzy czytelnicy,

    Bardzo mi milo, ze pamiętacie o moim blogu, choć tak dawno nie pojawiały się na nim nowe wpisy. Od początku nie ukrywałam, że blog jest relacją z semestralnego

  • Lwów i Kijów.

    Trwa rewolucja. Przychodzi faks z Moskwy: "Możemy uznać waszą rewolucję, ale musicie dać nam Kijów i Lwów. W sztabie Juszczenki chwilowa konsternacja. Jedn

Komentarze
2007/03/06 23:21:36
o kurcze...jak dla mnie czad. Mi się podoba,wpadam w kwietniu
-
2007/03/07 09:53:30
Serio? Serdecznie zapraszam po swietach :)
-
Gość: Michał, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/03/25 11:48:34
Cześć :-) mieszkam w przytulnym i komfortowym mieszkanku w Polsce. Niestety to tylko mieszkanie służbowe i wkrótce będę szukał czegoś na wynajem na dłuższy czas. Zawsze marzyła mi się Ukraina a Twoja kwatera mi się wyjątkowo podoba. Po prostu przygoda :-) jest tam jeszcze coś takiego do wynajęcia na około 2 lata? I czy warto mieszkać na Ukrainie? Pozdrawiam :)