Blog > Komentarze do wpisu
Pierwsze zajęcia
 Przyznaję – trochę się denerwowałam. W końcu to obcy ludzie (nie lubię), obcy język, obce miejsce. Okazało się jednak, że pierwsze zajęcia prowadzi prof. S., którego przecież znam. Pierwsze koty za płoty. Studenci wyglądają i zachowują się, jak nasi gimnazjaliści. Divczata jeszcze jakoś się prezentują, ale chłopcy... Pryszczate toto, włosy brudne i tłuste: właściwa męskim nastolatkom niechęć do wody i mydła.

Siadam spokojnie i czekam. A ci krzyczą, ganiąją po sali, kopią. Zastanawiam się po cichu, czy usiadłam po dobrej stronie katedry. Wychodzę na chwilę z sali, a kiedy wracam, słychać przytłumione szepty spod tłustych (chłopcy) i natapirowanych (dziewczęta) grzywek a także ukradkowe spojrzenia w moja stronę. W końcu wchodzi porządnie spóźniony wykładowca. Wszyscy podrywają się gwałtownie z ławek i stają na baczność. Mocno dziwne, ale dobrze – ja też wstaję. Prof. S. wodzi po nas niezadowolonym wzrokiem (wkrótce się przekonam, że zawsze jest z czegoś niezadowolony) i pozwala usiąść. Na sali cisza, jak makiem zasiał. Prof. S. bierze listę osób od starosty grupy. Starosta dając mu listę oczywiście wstaje. Razem z nią (starostą jest dziewczyna) wstaje jej koleżanka z ławki. Siadają dopiero wtedy, kiedy prof. S. łaskawie na to zezwoli. S. sprawdzając listę pyta, dlaczego nieobecna jest jedna z dziewcząt. Chora. A na co? A po co? A dlaczego? Jak śmiała?!!?

Zaczyna się wykład. S. dyktuje punkty do zeszytu. Reszta wykładu też w formie dyktowanej. Dla mnie to dobrze – zdążam i zrozumieć, i zapisać. S. pyta, kto był kiedykolwiek w muzeum. Podnosi się kilka rąk, w tym moja. Pyta jeszcze o muzea etnograficzne, skanseny. Moja ręka jest jedyną, która powiewa nad głową. Chyba właśnie zasłużyłam na niechęć grupy...

S. w pewnym momencie pyta, dlaczego XIV wiek jest kluczowy w rozwoju Ukrainy. Ja nie wiem, ale na szczęście nie mnie pyta. Okazuje się, że od tego czasu można mówić o Ukrainie i Ukraińcach (nawiasem mówiąc dziwne - mnie uczyli, że od czasu chrztu Rusi Kijowskiej). Nikt nie wiedział. S. wściekły. Wystraszona starosta podrywa się i tłumaczy, że grupa jeszcze nie miała przedmiotu Historia Ukrainy. S. się uspokaja. Ja jestem przerażona. Przecież to wyższe studia. Nie miele historii w szkole...? Przypominam Ci jeszcze, drogi czytelniku, że to studenci Wydziału Historycznego.

Wykład nareszcie się kończy. Oddycham z ulgą. Było strasznie nudno.



Tak mniej więcej wyglądały moje wrażenia z pierwszych zajęć. Jednak im dłużej przebywam na Uniwersytecie, tym bardziej się do pewnych rzeczy przyzwyczajam. I przekonuję się, że pewne rzeczy tylko z początku wydawały mi się dziwaczne.


Ważnymi osobami są tu starostowie. Każda grupa wybiera swojego na początku pierwszego roku, ale z tego, co wiem, można go potem zmienić. Starosta odpowiada za całą grupę. Nosi ze sobą coś w rodzaju dziennika, do którego wpisuje się obecność i „baly” (punkty – na Ukrainie odbywa się właśnie „proces boloński”, który utrudnia życie wszystkim, w tym także mnie). Po wykładach dla całego roku przy wykładowcy kłębi się grupa starostów – każdy chce jak najszybciej wziąć podpis, a wykładowca zachowuje się tak, jakby danie tegoż było wielką łaską.

Zastanawiałam się, co się stanie, jeśli starosta nie przyjdzie na zajęcia: co z podpisem wykładowcy, kto usprawiedliwi nieobecnych i gdzie wpisane zostaną „baly”. Szybko jednak zrozumiałam własną naiwność – na zajęcia przychodzi się zawsze. Zwłaszcza, jeśli jest się starostą. Starosty nie ma chyba tylko wtedy, kiedy dogorywa. U nas, od kiedy pamiętam, zawsze były dozwolone dwie nieusprawiedliwione nieobecności. Tu nieobecność jest wielkim grzechem, z którego skruszony student spowiada się przed wykładowcą.

Zresztą system w ogóle jest tu inny: u nas studenci maja swoich przedstawicieli we władzach Uniwersytetu. Tu starostowie są jakby przedstawicielami władz w grupie: odpowiadają nawet za zachowanie grupy. Kiedy studenci są niegrzeczni (sic!), to starostowie ich uciszają.

Starostą (a może starościną?) w opisywanej powyżej grupie jest jedna z bliźniaczek. Znamienne, nieprawdaż?



niedziela, 18 marca 2007, we-lwowie

Polecane wpisy

  • Zaległa odpowiedź

    Normal 0 21 MicrosoftInternetExplorer4 <!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Georgia; panose-1:2 4 5 2 5 4 5 2 3 3; mso-

  • Drodzy czytelnicy,

    Bardzo mi milo, ze pamiętacie o moim blogu, choć tak dawno nie pojawiały się na nim nowe wpisy. Od początku nie ukrywałam, że blog jest relacją z semestralnego

  • Lwów i Kijów.

    Trwa rewolucja. Przychodzi faks z Moskwy: "Możemy uznać waszą rewolucję, ale musicie dać nam Kijów i Lwów. W sztabie Juszczenki chwilowa konsternacja. Jedn

Komentarze
Gość: romanska, *.dkgroup.pl
2007/03/20 14:37:52
Kaju pisz koniecznie czesciej, bo jak juz cos napiszesz, to pokladam sie ze smiechu. Cudne te ukrainskie obyczaje na uczelni.
-
2007/03/21 10:06:41
Olenko, bardzo sie ciesze, ze Cie rozbawilam.
-
Gość: Nika, *.ip-point.pl
2007/03/22 21:54:43
Zdecydowanie wchodze w interes z szafranem!!!

Przerazilas mnie tym opisem zajec na uniwerq.... ja myslalam, ze takie rzeczy, to tylko w podstawowce....
-
2007/03/23 09:26:00
Nika -> Nie wchodzisz :) To interes jednoosobowy :) Mysle, ze poradze sobie ze sprzedaza tego dobra.
na Uniwersytecie rzeczywiscie wesolo.
Sciskam!
-
Gość: premium, *.icpnet.pl
2013/11/13 02:28:22
"Starostą (a może starościną?) w opisywanej powyżej grupie jest jedna z bliźniaczek. Znamienne, nieprawdaż?"

Ten fragment niestety unaocznia Twój brak kultury i indolencje intelektualna..Od wpisu minęło jednak 6 lat więc albo dojrzałaś i nie muszę tego tłumaczyć a jeśli nie rozumiesz to oznacza , że moja opinia jest nadal aktualna i już taka pozostanie.
Generalnie sporo ciekawych rzeczy tutaj piszesz.Moje odczucia z pobytu we Lwowie są jednak nieco inne.Niemniej w wielu aspektach zbieżne.Czytam jednak z wielką ciekawością.