Blog > Komentarze do wpisu
Stereotypy i moja walka z rzeczywistością.


UWAGA! Notka kontrowersyjna, niegodna prawdziwego etnologa i tolerancyjnego czlowieka!


Mieszkam tu (niedoinformowanym: we Lwowie) już dwa miesiące. I dumam od czasu do czasu nad tym, czym jest stereotyp etniczny. Nie mam niestety wiekopomnego dzieła profesor Zofii Staszczak, wiec sprawdzić nie mogę. Cóż mi pozostaje? Polegać na wiedzy? Nie, raczej zastanowić się nad własną definicję. Moją, osobistą.

Czy moje przekonania na temat Ukrainy (dobra, zachodniej) były przedsądami, czy może opierały się jednak na jakichś faktach? Przecież byłam wcześniej na Ukrainie ileś razy, w tym raz ciurkiem przez miesiąc. Co się zmieniło? Na pewno wygasł wielki entuzjazm. Czy spowodowała to konfrontacja z rzeczywistością, czy może coś innego – nie wiem. Mogę jednak powiedzieć, że żyje się tu trudno. Takie małe zmagania z rzeczywistością, jaką jest na przykład brak wody (wody w ogóle, nie ciepłej wody), mogą naprawdę dobić człowieka. W większej części Lwowa woda jest tylko rano i wieczorem, czyli od 6 do 9 i od 18 do 21. Oczywiście: można sobie nabrać (nabieram), trzeba mieć mnóstwo baniaków, zbiorników itp. (mam). Oczywiście: jestem śpiochem. Przecież wstawanie o ósmej nie jest jeszcze końcem świata. Ale badania przecież dowodzą, że są ludzie skowronki i ludzie sowy. To nie jest wybór tylko konstrukcja taka, wiecie. Tu sowy nie mają racji bytu: jeśli wrócisz do domu po 21, albo po prostu wieczorem się zagapisz, to nici z mycia. Wiem, można myć się w misce, można wstać rano. Ale strasznie to uciążliwe. Kiedy przyjeżdża się na badania, czy na wycieczkę, nie dostrzega się, jak bardzo jest to męczące na codzień. Zresztą kiedy rozmawia się tu o mieszkaniu (wynajmowaniu czy kupnie), pierwsze pytanie brzmi: kiedy jest woda. Uprzywilejowani mają wodę dłużej: do 10 rano i 22 wieczorem. Szczęśliwcy mieszkający niedaleko szpitali itp. mają wodę całą dobę. Ja znam jedną taką osobę... Warto też mieszkać koło banku – wtedy rzadziej wyłączają światło. Ja już nie robię zapasów w zamrażalniku: kiedyś po kilkunastu godzinach awarii wszystko popłynęło wartką strugą i przestało się nadawać do czegokolwiek.

Bardzo nieprzyjemny jest też transport. Wielbiciele ocierania się, przylegania do obcych ciał i chuchania w nos byliby tu w siódmym niebie. Marszrutek jest mnóstwo, jeżdżą non-stop we wszystkich kierunkach, ale to i tak za mało. Wepchnięcie się rano do tramwaju (wsiadam na pętli!) bywa niewykonalne - tramwaj jest dużo tańszy i są zniżki studenckie. I tu właśnie pojawia się uprzedzenie, albo i wyrobiony odruch: mam mdłości jeszcze zanim wsiądę do marszrutki. Ludzie śmierdzą strasznie. Kwaśny odór potu, straszny smród niemytych (pewnie latami) zębów. Codziennie się zastanawiam, co jest gorsze: zima, kiedy ludzie ubrani są w grube paltoty i pocą się w dusznej marszrutce, czy lato, kiedy pocą się po prostu z upału ogólnego. Na korzyść zimy przemawia to, że paltoty stanowią pewną izolację przed wydzielaniem się smrodu. Na niekorzyść – zapach naftaliny. Czasem jadę dumając nad życiem, zapominam się i zaczynam normalnie oddychać. I bywa, że wszystko jest normalnie – poziom smrodu nie przekracza średniej. Ale bywa i tak, że w pewnym momencie obywatel (bo przecież już nie towarzysz) nagle odezwie się lub kaszlnie. Od smrodu aż kręci się w głowie.

Toalety: generalnie większość „na narciarza”. Koleżanka opowiadała mi, że zapytała na Krymie, dlaczego wszystkie toalety są takie i odpowiedziano jej (ze zdziwieniem – czego się taka pyta!), że przecież tak jest higieniczniej. Taaak... Rzeczywiście: z obrzydliwie brudnej toalety narciarskiej (znacie jakieś lepsze określenie?) da się skorzystać, a z „normalnej” bywa, że nie. Ale ta przewaga jest tylko przy założeniu, że toalety są nieludzko brudne. Fakt. Są. Na uniwersytecie brudno nawet nie jest (przynajmniej nie strasznie), ale smród jest okropny. Toalety są odremontowane, nowe drzwi, kafelki. Ale umywalka tylko jedna i jakby wisząca mimochodem. Kiedyś stojąc w kolejce policzyłam dziewczyny myjące ręce po wyjściu z toalety. Z dwudziestu sześciu ręce umyły trzy... Zresztą to w ogóle jest paradoks – wchodząc do sali mijam starannie ubraną i umalowaną dziewczynę. Musiała sporo czasu spędzić przed lustrem. Szkoda jednak, że tylko przed lustrem, a nie pod prysznicem – kwaśny odór potu bije od niej na kilka metrów. Chyba dylemat czysta czy wyspana rozwiązała na korzyść snu. I gdyby ona była jedyna... Ale nie: większość studentów to ludzie, że tak powiem, wyspani.


Zastanawiam się, czy to ja mam jakąś obsesję, czy tylko mnie przeszkadza brud i smród. Mieszkam na trzecim piętrze (czwartym powerchu) i często musze zbiegać na dół bardzo szybko – tak śmierdzi na klatce schodowej. A moja jeszcze nie jest najgorsza, są takie, że aż strach się bać. Drzwi od mieszkania są nieszczelne, więc smród przenika do środka. Czasem na klatce sąsiad pali papierosy. Dym wpełza szparą pod drzwiami.


Tak, zastanawiam się, czy jestem jakimś dziwadłem, czy mam nadwrażliwość węchową, czy tylko lekką obsesję Może mam. Ale ta drobna przypadłość sprawia, że zaczynam się złościć na wszystkich i na wszystko, ręce opadają mi ze zmęczenia, nie mam siły ciągle wstrzymywać oddechu. Błogosławię katar zatykający nos.

Nie powinno się oceniać ludzi po zapachu. Ale ja nie jestem w stanie rozmawiać z kimś, kto tak strasznie śmierdzi. A tu śmierdzi wszystko i wszędzie. Na krótszą metę to jest do zniesienia – przecież w trakcie badań rozmawiałam z wieloma śmierdzącymi ludźmi. Ale codzienność i życie w smrodzie mnie przerasta.


I tak wracamy do stereotypu. Jestem gotowa podpisać się pod stwierdzeniem, że Ukraińcy (dobra, Lwowiacy) śmierdzą. Wiem, nie wszyscy. Ale większość. A większość wyznacza normę. Normą więc jest śmierdzieć. Jestem uprzedzona. Howgh.

czwartek, 19 kwietnia 2007, we-lwowie

Polecane wpisy

  • Zaległa odpowiedź

    Normal 0 21 MicrosoftInternetExplorer4 <!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Georgia; panose-1:2 4 5 2 5 4 5 2 3 3; mso-

  • Drodzy czytelnicy,

    Bardzo mi milo, ze pamiętacie o moim blogu, choć tak dawno nie pojawiały się na nim nowe wpisy. Od początku nie ukrywałam, że blog jest relacją z semestralnego

  • Lwów i Kijów.

    Trwa rewolucja. Przychodzi faks z Moskwy: "Możemy uznać waszą rewolucję, ale musicie dać nam Kijów i Lwów. W sztabie Juszczenki chwilowa konsternacja. Jedn

Komentarze
Gość: cyberkot, *.idg.com.pl
2007/04/20 12:25:12
uch, naprawdę niezłe.
a stereotypy - wiadomo - zawsze skądś się biorą ;)

btw. napisałam smsa pod wskazany numer i cisza...
-
Gość: Pan Cygaro, *.internetdsl.tpnet.pl
2007/04/20 12:42:08
uh, mocne.
wyobraźnia mnie aż boli.
-
2007/04/25 12:38:42
Wyobraznia Panie Cygaro? Mnie nos boli. I glowa. Od smrodu strasznie boli glowa, wiedzieliscie?