RSS
środa, 06 czerwca 2007
Uwaga!
Uwaga!!! Uwaga!!! Uwaga!!!

Bede we Lwowie tylko do niedzieli, z czego (nie ukrywam) bardzo sie ciesze.

Wiec: jesli macie jakies zamowienia, piszcie smialo. Alkohol niestety nie wchodzi w gre - sami zbieramy procenty na parapetowe. Wszystko inne bardzo chetnie przywieziemy, musimy jednak wiedziec troche wczesniej - najchetniej do soboty.

Zaniepokojonych dalszymi losami bloga uspokajam - mam jeszcze sporo notatek i zapiskow, sporo wrazen, doswiadczen i przygod. Blog tak szybko nie umrze.
10:45, we-lwowie
Link Komentarze (4) »
wtorek, 05 czerwca 2007
Maria.
Lecha od Jaroslawa najlatwiej odroznic po Marii.

Maria bedzie dzis ponoc we Lwowie (moze juz jest?!?!).

Niestety ze mna sie nie spotka.
11:14, we-lwowie
Link Dodaj komentarz »
Opera.

Czy wiecie, ze Opera ma miejsca dla 1024 widzow?
Taka okragla liczba, nie?
11:11, we-lwowie
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 czerwca 2007
Miniatury. Odcinek pierwszy.
Przez cały pobyt zbieralam drobiazgi: opowiastki, historyjki, komentarze, wydarzenia itp.

Niektóre zabawne, inne straszne. Roznie. Dzis tylko maly fragment.


W telewizji Walentyna opowiada, jak ustrzec się przed złym okiem, urokami itp. Trzeba używać świętych obrazków, które można u niej kupić. Ubrana jest w haftowaną soroczkę, na głowie ma chustkę. Pokazuje też talizman z twarzą Chrystusa – nie jest drogi, a jeśli będziemy trzymać go na dnie woreczka z pieniędzmi i na nim kłaść oszczędności, to bardzo szybko staniemy się milionerami.

Takie programy są bardzo popularne. Talizmany można kupić w tele-sklepach.




Mieszkam na ulicy Pasicznej, niedaleko ulicy Medowoji Peczery. W okolicy jest wiele sklepów, ale zwykle bardzo ubogo zaopatrzonych.

Starsza pani kupuje w sklepie cebule. Zachwyca się, że taka ładna, prosi o jeszcze jeden kilogram. Sprzedawczyni proponuje jej drugą torebkę foliową, bo jedna może nie wytrzymać. Kobieta nie chce, ale bierze, kiedy się okazuje, że torebka jest za darmo (we Lwowie płaci się zazwyczaj za każdą torebkę foliową – kulioczok). Sprzedawczyni mówi:

- Teraz to pani do Kijowa z tą cebulą dojdzie.

- Nie, ja tylko na Medowoji Peczery - odpowiada staruszka.

Sprzedawczyni uśmiecha się do mnie porozumiewawczo.




W telewizji większość filmów jest po rosyjsku z napisami ukraińskimi, których nie widzę, bo mój telewizor ma ekran wielkości pocztówki. Wiadomości i inne programy zazwyczaj są po ukraińsku, jednak na przykład rozdanie nagród (dla przedsiębiorcy roku i inne w ten deseń) prowadzą dwie osoby – mówiąca po rosyjsku i mówiąca po ukraińsku. Przyznam, że na początku bardzo dziwnie to dla mnie brzmiało. Z czasem jednak się przyzwyczaiłam.

W ogóle nieznajomość języka rosyjskiego jest sporym problemem – na Uniwersytecie czasem nawet 80% lektur jest po rosyjsku. We Lwowie większość ludzi używa na co dzień języka ukraińskiego, ale taka sytuacja jest w zasadzie tylko na zachodniej Ukrainie. Na Uniwersytecie Lwowskim wykładowcy przymuszają studentów do używania języka ukraińskiego. Kiedy student na pytanie odpowie „da” (zamiast „tak”), jest delikatnie upominany, że „w porządku, ale proszę mówić po ukraińsku”.

Kiedyś usiłowałam dowiedzieć się w kinie, czy dubbing jest rosyjski czy ukraiński. Pani w kasie patrzyła na mnie, jak na wariatkę. Tłumaczyłam jej, że nie znam rosyjskiego. Wytrzeszczyła na mnie oczy i spytała: - To jak pani kiedyś oglądała filmy?




W telewizji program rozrywkowy, niestety po rosyjsku. Zabawny, przynajmniej te fragmenty, które rozumiem. Jeden z nich o Nadieżdzie Krupskiej i oczywiście Leninie. Lenin bardzo się spóźnił, w drzwiach wita go roztrzęsiona Nadieżda: - Tak długo na ciebie czekałam, całego Marksa przeczytałam, wszystkie mauzolea obdzwoniłam!


13:35, we-lwowie
Link Komentarze (1) »
Granica. Znowu...
Wyjeżdżamy z Warszawy. Jeszcze nie jedziemy nawet godziny. Już wsiadając czuję zapach niemytych zębów. Szybko przechodzi on jednak w zapach pieczonego schabu nafaszerowanego ogromną ilością czosnku, jajek na twardo, wiejskiej kiełbasy...

Wjeżdżamy na granicę polsko-ukraińską, strona polska. Celnik ogląda paszporty.

Nie patrzy w twarz.

- Coś pan robił w Polsce?

(milczenie)

- Co pan robiłeś w Polsce!?

(cisza)

- Pytam się, co robiłeś w Polsce tyle czasu!

- Nic.

- Nic? Tyle czasu pan siedziałeś i nic nie robiłeś?

(cisza)

- Trzy miesiące siedziałeś i nic nie robiłeś?

(milczenie)

- Na robotach byłeś!

- Przecież nie wolno.

- Nie wolno? No na takiej wizie nie wolno! Zabieraj pan swoje rzeczy i wysiadaj. Już!


Przejazd z przejścia polskiego na ukraińskie zajmuje nie więcej, niż 3 minuty. Jednak w tym czasie Ukraińcy już zdążyli głęboko pochować paszporty i mocno zasnąć. Celniczka prosi kilka razy o paszport, udają, że jej nie widzą i nie wiedzą, o co chodzi. Pogarda do własnych celników jest wprost proporcjonalna do pogardy okazanej im kilkanaście minut wcześniej przez naszych (polskich) celników.

13:30, we-lwowie
Link Komentarze (2) »