RSS
piątek, 17 lipca 2009
Zaległa odpowiedź

Wiele miesięcy po zarzuceniu bloga pojawił się bardzo ciekawy komentarz, a ja go niestety przegapiłam. Zainteresowanych odsyłam do pierwszej notki z 30 stycznia 2007  i komentarza pod nią. Chciałabym się do niego ustosunkować.

Danko,

Widziałam gdzie jadę a nawet więcej - chciałam tam jechać. Nie przeczytałaś całości, ale opinię masz. Dobrze. Przed wyjazdem pisałam: „Ukraina jest pięknym krajem. Wiele tu kontrastów, rzeczy dziwnych, ciekawych, często niespotykanych. Chciałabym na to wszystko spojrzeć oczami etnologa, dostrzec i wynotować to, co mnie samej często wydaje się naturalne, a co stanowi o niezwykłości tego miejsca i ludzi tu żyjących.”

Myślałaś, że spotkasz tu wyważony opis „prawdy” o Lwowie? Niestety – prawda po pierwsze nie istnieje, a po drugie nawet jej części, dostępnej nam samym, nie da się opisać. Mój Lwów był trudny. Mogłam oczywiście pojechać do drogiego lwowskiego hotelu, nie odwiedzić przedmieści, zachwycać się kolorowymi strojami na ulicach, wolno spacerować urokliwymi uliczkami starówki i płakać nad tym, że to piękne miasto tak niszczeje. Mogłam też zanurzyć się w realność mieszkańców tego miasta – mieszkać w studenckim mieszkaniu, przez kilka miesięcy co rano tłuc się marszrutkami, myć o wyznaczonych godzinach, spieszyć się codziennie razem z lwowiakami. Razem z nimi korzystać z wody tylko o wyznaczonych porach.

 

Antropologia kulturowa (bo etnografem niestety nie jestem) nie polega wyłącznie na zachwycaniu się zastanymi realiami i pianiu z radości na widok czegoś odmiennego. Polega przede wszystkim na tym, by zmierzyć się z własnymi przedsądami, by zrewidować swoje poglądy, by odwrócić się o jakieś 90 stopni, spojrzeć z boku i być w stanie to opisać. Te zapiski były robione z pozycji frontalnej, na bieżąco, chciałby się rzec na „żywo”.  

Nie naśmiewałam się z biedy, a ubolewałam nad brudem. Człowiek biedny nie musi być brudny, naprawdę.

Lwów architektonicznie jest przepiękny. Nigdy nie porównywałam go z Warszawą, bo mija się to z celem. Warszawy nie lubię i nie promuję. Lwów był i nadal jest dla mnie fascynujący. Niestety życie w nim nie jest łatwe, ani zbyt przyjemne. Mój blog był w pewnym sensie próbą odreagowania pewnej rzeczywistości.

 

Przykro mi, jeśli uraził Cię widok takich, a nie innych obrazków. Jeśli przejrzysz więcej notatek, znajdziesz naprawdę piękne miejsca. Każdy medal ma dwie strony, warto przyjrzeć się obydwu.

12:12, we-lwowie
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 lipca 2009
Drodzy czytelnicy,
Bardzo mi milo, ze pamiętacie o moim blogu, choć tak dawno nie pojawiały się na nim nowe wpisy. Od początku nie ukrywałam, że blog jest relacją z semestralnego pobytu we Lwowie, który po prostu się już zakończył. Ze względu na opuszczenie pięknego miasta Lwowa, mam coraz mniej do powiedzenia.
Moja lwowska trauma powoli przemienia się w słowo pisane - piszę artykuł (naukowy?) dotyczący warunków życia we Lwowie i nauczania na lwowskim uniwersytecie. Jeśli artykuł powstanie (i zostanie opublikowany), to na pewno zamieszczę informację o tym na niniejszej stronie.  
Pod koniec sierpnia wybieramy się z mężem na Krym, a przedtem chcemy spędzić 4-5 dni we Lwowie, ja już się bardzo cieszę, mąż niestety mniej ;)
Jeśli wydarzy się coś, co będzie godne opisania, z pewnością o tym napiszemy po powrocie. 
15:49, we-lwowie
Link Komentarze (2) »